czwartek, 15 października 2015

Przyszli obcy i hałasują

Jest ciężko. Wymieniają nam rury. O ile Riko znosił te wiertarki i krzyki całkiem dobrze, to Pimpek czuje się nad wyraz niepewnie. Obszczekuje obcych dopóki ich spokojnie nie obwącha (co z tego, że to ci sami co wczoraj...), zrywa się czasem z hałasem na jakiś większy hałas i cały czas jest czujny. Dziś mogę trochę posiedzieć z nim w domu, ale wczoraj większość czasu spędził na smyczy przywiązany do fotela.
Teraz siedzi na parapecie i nasłuchuje uważnie. Ćwiczę z nim kontakt, to się zawsze przyda.


środa, 14 października 2015

Problemy węgielków

W moim dość jeszcze krótkim życiu miałam dwa psy, kota i chomika. Zdjęć kota niestety nie mam, ale był czarny, z białym krawacikiem. Pierwszy z psiaków wyglądał tak:


Bunia. Łysinka na piersi, krzywe łapki i ok. 15 lat, ale była moim pierwszym psem.

Obecnego chyba nikomu przedstawiać nie trzeba:



Nie mam żadnego dobrego zdjęcia chomika pod ręką, ale chyba już załapaliście, że uwielbiam czarne zwierzaki? Wyglądają szczuplej, smuklej, są pełne gracji jak... No właśnie. Jak czarne pantery.
Ale ich uroda ma poważny mankament. Otóż kiedy zbliża się zima a dni robią się coraz krótsze... Na spacerze widzę tyle: 

Ta biała plama to Riko. Gdzie Pimpek? No właśnie.

Dlatego, gdy wychodzimy czy to po zmroku, czy to przed świtem zabieramy ze sobą kamizelkę odblaskową. Nie jestem zwolenniczką ubierania psów. Oczywiście, rozumiem ubranko na psiaku, który cały czas trzęsie się z zimna, ale jeśli nie jest to absolutnie konieczne... 
W każdym razie, teraz na spacerki Pimpek chodzi tak:


A jeszcze ze spraw bieżących? Pimpek był ze mną na treningu rally-o. Było świetnie, ale nie wiem czy uda nam się kontynuować zajęcia. Wczoraj zaś pojechaliśmy z Beatą i z Riko na torek agility (zdjęcia będą w weekend), poćwiczyć przed sobotnimi zawodami. 
Tak, tak, Riko będzie biegał! Dobrze widzicie. Spotkamy kogoś?


sobota, 10 października 2015

Był plan

UWAGA! Rozpisałam się.

Plan był. Miałyśmy jechać na torek agility, poćwiczyć trochę. Niestety, jak wyszłyśmy z domu okazało się, że dziś się tam nie dostaniemy, bo właścicielka terenu wybyła. Okej, krótka narada - co robimy? Przecież nie wracamy do domu, co to to nie. 
- A może wybrać się do tego parku co tu podobno jest w pobliżu? 
- Świetny pomysł. Wiesz jak tam dojechać?
- Pojęcia nie mam.
- To może sprawdzimy w internecie?
- Nie, coś ty. Idziemy na żywioł, będzie przygoda!
Jak łatwo się domyśleć, do parku nie dotarłyśmy. Ale nie dlatego, że zgubiłyśmy się. Po prostu, kiedy wysiadłyśmy z autobusu ("Nazwa brzmi podobnie, może to tu?") zobaczyłam wielki napis "MAXI ZOO". Nigdy tam wcześniej nie byłam i musiałam zaciągnąć Beatę do tego przybytku. Ona i Riko jeżdżą tam stosunkowo często, ale ja? Przygoda!
Przed wejściem zatrzymałam się i zaczęłam rozglądać się za czymś do przywiązania psa. Beata spojrzała na mnie jak na osobę niezbyt inteligentną i wymownym ruchem głowy wskazała na otwarte zachęcająco drzwi sklepu. Podążyłam za jej spojrzeniem. W środku kręciło się kilka zwierząt. No, to wchodzimy śmiało!
W środku okazało się, że miałyśmy wielkie szczęście, albo wielkiego pecha - zależy jak na to patrzeć. Trafiłyśmy bowiem na urodziny sklepu. Nasze psiaki mimo tak wielkich rozproszeń zachowywały się pięknie, wykonywały nawet komendy. Jako atrakcja, były porady behawiorysty. Jakie było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam, że behawiorystką tą jest pani Katarzyna Bargiełowska. Parę lat temu byliśmy u niej dwa razy i bardzo nam pomogła. Możecie kojarzyć ją z nadawanego niedawno w TVP programu "Przygarnij mnie". Porozmawiałyśmy z nią chwilę i udzieliła nam kilku cennych rad.
Jeśli chodzi o moje wrażenia ze sklepu... Jest upiornie drogo. Serio. W pierwszej chwili poczułam się jak w raju, ale spojrzałam na ceny... Można tam pojechać, żeby pomacać na żywo zabawkę czy coś co nas interesuje, ale kupić dużo taniej w internecie (np. tu). Ewentualnie można zaopatrzyć się tam w smaki. Także jedynym zakupem jakiego dziś dokonałam była gazeta "Mój pies i kot" z pobliskiej Biedronki.
Wieczorem poszłam z Pimpkiem pobiegać. Byliśmy sami, bo Beata wybyła nie wiem gdzie. Muszę przyznać, że mimo że nie wyszliśmy nawet poza pierwszy etap treningu (dalej jesteśmy w stosunku 1:5x5 - minuta biegu, pięć marszu, powtórzyć pięć razy) to widzę już poprawę kondycji u psa i u siebie. Na dzisiejszym treningu skupiałam się na tym, żeby Pimpek biegł/szedł przede mną (robił tak prawie cały czas) oraz na komendach TRENING, PRAWO, LEWO, NAPRZÓD. Są jeszcze komendy HAJDA i WHOO ale nie były one dzisiejszym targetem.
Kto doczytał do końca, temu chwała.

Tak, wiem - panowie przecięci mostem a zdjęcie sprzed tygodnia

sobota, 3 października 2015

Nowa sztuczka!

Muszę przyznać, że jestem bardzo dumna z Riko. W ciągu jednego dnia nauczyliśmy się perfekcyjnie wstydź się. Powtórzyliśmy również inne sztuczki.
Niestety, nie mam zdjęcia :(

Pierwsze szkolenie i mini zakupy

Nadszedł wreszcie ten wspaniały dzień. Przyjechała PANI BEHAWIORYSTKA.
Dostało mi się, ale wiedziałam że tak będzie. Wiele się dowiedziałam. Pimpek jest bardzo niepewny siebie i ma poczucie, że ja nie obronię go przed niebezpieczeństwami. Wiem teraz, że źle robiłam karząc mu warować tyłem do zagrożenia. Mam teraz spokojnie, ale pewnie odchodzić. Dostałam pracę domową i wiele cennych rad.
W przyszłą niedzielę idziemy na trening rally-o. Już nie mogę się doczekać!

W Rossmanie pojawiły się ciekawe psie i kocie rzeczy. Nie wytrzymałam i kupiłam. 
1. Taki jakiś dysk do przeciągania
2. Obroża na spacery Pimpka z mamą
3. Muszka. Muszki są cool.
4. Na zdjęciu nie znalazło się jeszcze pięć paczek ciastek.

Jestem za to uboższa o ulubioną smycz. Jak to się stało? Otóż Beata wrzuciła na dach Lidla piłkę z szarpakiem. Próbowała ściągnąć ją kijem przyczepionym do smyczy - mojej i swojej. W pewnym momencie coś się chyba rozpięło, bo smycz wraz z patykiem poleciały śladem zabawki. 

A Wy straciliście coś w tak idiotyczny sposób? Jestem bardzo ciekawa, pocieszcie mnie.

sobota, 26 września 2015

Kot, border i dzik

Nie udał nam się trening biegania, bo tym razem przeziębiona jest Beata. Takie mamy szczęście. Za to poszłyśmy na spacer w stronę Wisły. Endomondo pokazało nam, że przeszłyśmy ok 2,5 km w oszałamiającym tempie 2,4km/h.
Przyplątał się do nas jakiś podejrzany mężczyzna. Przez pewien czas chodził za nami, w niewielkiej odległości. Kilkakrotnie wziął przykład z naszych psów i... cóż... jakby to... oznaczył teren. Kiedy przeszłyśmy w stronę innych, znajdujących się na polanie ludzi, poszedł sobie.
Riko ćwiczył odbijanie się od drzewa. W tym czasie Pimpek eksplorował zarośla. Po chwili przybiegł do mnie. Postanowiłyśmy pójść z psiakami w tamtą stronę. Usłyszałyśmy szelest. Potrzymałam psy, a Beata zbliżyła się do drzew. Zaraz wróciła, z komunikatem, że dziki wróciły.Z duszą na ramieniu, udałyśmy się do domu.
Nie. Oni na prawdę nie chcieli pozować

Tak, dziki są u nas częstymi towarzyszami spacerów. Czasem podchodzą nawet pod płot osiedla.


Za to na popołudniowy spacer Beata wzięła Lunę. 


Spotkałyśmy znajomą border collie, trzyletnią Juno. Pobawiłyśmy się z nią. W tym czasie, kocica grzecznie siedziała w transporterku.
Jesteśmy zachwycone Juno. Obie marzymy o własnym borderze. Miałyśmy możliwość porzucać jej frisbee i och! Jak ona wspaniale łapie, jak je hipnotyzuje!




Beata ma kij, ale tam przejeżdża tramwaj...

Pimpek hipnotyzowany





czwartek, 17 września 2015

Trenujemy się

Ja się czuję już prawie dobrze, a pogoda taka piękna, że aż żal nie skorzystać. No to skorzystałyśmy!
Na bieganie było zdecydowanie za gorąco, więc postanowiłyśmy pochodzić. Włączyłyśmy Endomondo (znajdźcie nas!) i wybrałyśmy się do jednego z pobliskich parków. Majaczyło nam się, że jest tam sztuczny strumyk, w którym psiaki będą mogły się wykąpać. Na miejscu okazało się, że strumyk owszem, był. Ale już nie ma. Został sam rów. Oblałyśmy więc psiaki wodą i pozwoliłyśmy im w spokoju pochodzić.
Ponieważ wciąż nie miałyśmy dosyć, zatrzymałyśmy się na siłowni koło placu zabaw i troszkę jeszcze poćwiczyłyśmy. Ze zdziwieniem zobaczyłyśmy, że obok są jakieś dziwne instalacje, służące do... chyba do parkouru? W każdym razie świetnie nadadzą się do agility :D
Pimpka ciężko "zjechać", ale w drodze powrotnej Riko miał już zupełnie dość i okazywał to kładąc się ostentacyjnie na środku drogi. Robiłyśmy wtedy postój i dawałyśmy psiakom pić. Prawdziwym błogosławieństwem okazała się dla nas stojąca na parkingu laweta, na której stała kilkucentymetrowa warstwa wody. Mogłyśmy spokojnie schłodzić psy.
Nowością (szczególnie dla Riko) była komenda TRENING. Pimpek znał ją już jako ROWER i ROLKI. Oznacza to, że nie można wąchać, załatwiać się i ogólnie zajmować się czymkolwiek co nie jest chodzeniem/biegnięciem.
Podsumowując, przeszłyśmy 5,6km. Jeśli chodzi o średnią prędkość, to wartości zapisane na moim koncie Endomondo są dużo niższe, niż na koncie Beaty. Wynika to stąd, że Beata wyłączała zegar na czas postoju czy spaceru po parku, ja zaś postanowiłam zapisać całą wycieczkę. Prędkość maksymalna, jaką udało nam się osiągnąć, to 8,5km :D

Na wieczornym spacerku trochę pofrisbiakowałyśmy i poćwiczyłyśmy komendę ZOSTAŃ.




wtorek, 15 września 2015

Rozłożyłam się

Dziś dużo tekstu. Uwaga, przygotować się!
Beata pisała, że się niegroźnie przeziębiłam - te informacje są już nieaktualne. Mam zapalenie oskrzeli. Tydzień w domku najmarniej.
Każdy spacer to dla mnie wyprawa, ja nie mam siły nawet przed komputerem siedzieć! Wczoraj wyszłam na dwa (nie, nie, nie bójcie się! Mieszkam z mamą, w razie czego ona z Pimpkiem wychodzi! Tyle, że tego serdecznie nie znosi...), dziś na jeden i chyba nie dam rady wyjść na więcej. Musiałam wyjść, bo Pimpuś zjadł już prawie całą karmę. W naszym domu panuje zasada, że ja kupuję rzeczy dla psa. Teoretycznie mama mogłaby pójść do sklepu a ja tylko oddałabym jej pieniądze, ale że honorowa ze mnie bestia - nie mogłam na to pozwolić ;)
Nie mogłam go po prostu zostawić w domku, poszliśmy razem. Nie byłabym sobą gdybym czegoś z nim na spacerku nie zrobiła, a że z powodu okropnej chrypy komendy głosowe nawet dla mnie brzmią wyjątkowo niesympatycznie, postanowiłam poćwiczyć coś innego niż sztuczki. Padło na zostawanie pod sklepem.
Pimpek pod sklepem szczeka. I szczeka. I szczeka. Jakoś nigdy nie mam czasu/nastroju/okazji/humoru żeby to przepracować. No to dziś - próbujemy!
Komenda optyczna (gardło!) SIAD! I dwa kroczki w kierunku tak zwanego "bazarku" na którym znajduje się sklep zoologiczny. Nie zaszczekał? Świetnie! Wracamy do psa, jest ciacho. No to trzy, cztery, pięć kroków. Udało się. No to próbujemy dojść do furtki, o nie, nie wyszło, no to cofamy się... A może w inną stronę? Ślicznie!
I tak dalej. Ćwiczyłam z nim to ok. 15 min, na więcej nie miałam siły. Zaszczekał, odsuwałam się dalej, ucichł, natychmiast wracałam z ciachem. W końcu rzuciłam mu garść smaczków w kupę liści i poszłam do sklepu. Prawie starczyło. Ale za to jak już mnie zobaczył, zaszczekał tylko raz (nigdy nie podchodzę do niego jak szczeka, zatrzymuję się i czekam aż się uspokoi).
Wiem, że jeszcze wiele takich sesji przed nami, ale cóż... Jesteśmy na dobrej drodze!


sobota, 12 września 2015

Spacery po DCDC

Po DCDC chciałyśmy więcej frisbiakować, jednakże nasze plany się pokrzyżowały. W czwartek złamałam palec, a Lena jest chora. Nie jakoś bardzo poważnie, ale wystarczająco, żeby nie chciała nosa wyściubić z pod kołdry. Nasze psy nudzą się jak mopsy, którymi bądź co bądź nie są, więc trzeba ruszyć tyłek i coś porobić.
Dzisiaj wzięłyśmy frisbee i trochę potrenowałyśmy (ile się dało). Poza tym postanowiłyśmy zacząć z nimi biegać.
Lena miała dzisiaj problem z Pimpkiem, który nie chciał przyjść i musiała się mu chować za krzaki, a ja z Riko wręcz przeciwnie ładnie się odwoływał, wykonywał sztuczki, przeciągał się, ślicznie zmieniał tempa biegu i w ogóle cud miód i orzeszki. Na koniec potrenowałyśmy zostawanie w warowaniu i przybieganie do nogi na komendę. Kiedy wreszcie wróciłyśmy na podwórko, kazałyśmy im zostawać w warowaniu, kiedy my robiłyśmy przysiady, podskoki i inne dziwne rzeczy.

Zdjęć ładnych nie mamy, bo jesteśmy... zbyt zapracowane na spacerach żeby o tym myśleć ;)





Zarejestrowałyśmy się na http://www.znajdzpsiarza.czo.pl/
Jeśli ktoś chce wyjść na wspólny spacer, to zapraszamy!

wtorek, 8 września 2015

DCDC - relacja :D

Trochę po czasie, ale weekend miałyśmy bardzo zajęty, a w poniedziałek pogoda była tak brzydka, że nic się nie chciało...
Zgodnie z planem na DCDC pojechałyśmy w sobotę. Przyznam szczerze, że obawiałam się jazdy metrem. Pimpuś tego środka komunikacji bardzo się boi, Riko jeszcze nigdy nim nie jechał. Obawiałam się, że uczucia Pimpuszonka będą oddziaływać na Rikunia. Tymczasem było zupełnie odwrotnie! Dobrze zapoznawany z metrem Riko właściwie się nie bał, a widząc to, Pimpek po kilku stacjach przestał się trząść i zaczął nawet jeść!
Na miejscu - mrowie psów! I nosy przy ziemi, i latanie od drzewka do krzaczka. Przy wejściu do parku zapięłyśmy psiaki na flexi (normalnie używamy zwykłych smyczy) ale w sumie większość czasu spędzały luzem, na zmianę kąpiąc się i schnąc.
Udało nam się skorzystać z porady behawiorysty a Beata kupiła dwa frisbee.
Jeśli chodzi o występy... Na zawody jechałam nastawiona na wyhaczanie ciekawych numerów we freestaylu i wróciłam zainspirowana i pełna pomysłów. Beata zaś postanowiła ćwiczyć regularnie frisbee z Riko. Czy zapał jej się utrzyma? Czy okaże się słomiany? Na pewno będziemy informować.
Podsumowując - było fantastycznie, wróciłyśmy ok 20:00, nie zawiodłyśmy się. W przyszłym roku jedziemy na pewno.

Foto.

Pierwsze kroki po wodzie

Śliczny Pimpuś

Jestem skupiony

Do wody!


dajdajdajdajdaj


To zdjęcie być musi. Policz szczęśliwe psy.


 Bonus: Za kulisami


środa, 2 września 2015

Odkurzamy się przed DCDC!

Dziś na reszcie zrobiło się odrobinę chłodniej, więc na wieczorny spacer zabrałam frisbiaki. Okazało się, że przez upalne wakacje wszystko pozapominaliśmy... Dużo pracy przed nami, przede wszystkim muszę przypomnieć sobie jak się rzuca.

Będę biegał!

wtorek, 1 września 2015

Wakacje? Po wakacjach.

Pierwszy dzień września, czas więc na jakieś podsumowanie. Ponieważ Beata zgubiła niezbędny kabel, na mnie spadł ten obowiązek ;).
Te dwa miesiące upłynęły nam pracowicie. Z Pimpkiem zdążyliśmy nauczyć się chodzenia przy nodze i nawet jeszcze to zepsuć (oklaski). Riko zaś poczynił olbrzymie postępy w samokontroli i obronie zasobów. Udało nam się nawet dojść do tego, że Pimpuś skacze przez Rikunia, a ten nie warczy! (Jak ma dobry humor...) Postęp!
Postanowienia na Nowy Rok Szkolny?
Nie będziemy obiecywać, że będziemy częściej pisać. Jeśli chodzi o zaglądanie na Wasze blogi, to możemy zobowiązać się do pisania komentarzy, a nie jak dotąd odchodzić bez śladu.
Nie wiem co panuje Beata, ale ja chcę wreszcie pójść z Pimpkiem do behawiorysty. Tak, miało być w maju, ale najpierw łapka, potem wyjazd, samochód (chyba Wam nie napisałam, że mój psiak został potrącony przez auto? No, to już wiecie.), zapalenie jelit, drugi wyjazd i tak zeszło...

A koniec wakacji świętowałyśmy jeszcze w czwartek. Byliśmy nad Wisłą. Niby bardzo blisko, ale jakoś nie jest ona zazwyczaj celem naszych spacerów. Tym razem zaryzykowałyśmy, i jak zwykle idziemy na północ, tak wtedy skierowałyśmy nasze kroki na południe. I był to strzał w dziesiątkę! Przez cały spacer, spotkaliśmy tylko troje ludzi. Psiaki pływały, aportowały z wody i brudziły się na potęgę. Riko wrócił ze spaceru niebieski! Z Pimpkiem nie tak źle, ale po raz pierwszy wyciągałam z niego rzepy. To że żaden z nich nie przyniósł do domu ani jednego kleszcza, traktujemy w kategoriach cudu. Pech tylko, że nie wzięłyśmy aparatu i macie zdjęcia robione telefonem... 
Są dość podobne, ale nie mogłam się zdecydować.










Kto jedzie na DCDC? My będziemy w sobotę ^.^

środa, 1 lipca 2015

Dzień Psa!

Z okazji Dnia Psa, wszystkim psiakom, naszym kudłaczom ukochanym, życzymy tego co najlepsze:

  • jedzenia
  • spania
  • uwagi przewodnika
  • zabawy z innymi zwierzakami
  • głaskania
  • jak najmniej wkurzających: kotów, rowerów, motorów, listonoszy etc.
  • długich spacerów bez smyczy

Nieszczęścia chodzą stadami

Pustką zawiało... Postaram się wytłumaczyć przyczyny naszej nieobecności. Przynajmniej mojej.

Jak pamiętacie, najpierw było to:


W bandażu, Pimpek chodził przez miesiąc i cztery dni. W międzyczasie przyplątała nam się tajemnicza opuchlizna pyska.
Dla przypomnienia

Chwilę Pimpuś zdążył nacieszyć się zdrowiem, jak wyjechaliśmy na wieś, bo nastało Boże Ciało. Z przyczyn niezależnych, chwilowo nie mogłam zabrać go ze sobą z powrotem do Warszawy i został u rodziny, jako pies podwórzowy. Przyjechałam po niego dopiero w ostatnią sobotę.

I dowiedziałam się, że 15 czerwca został potrącony przez samochód.

Był weterynarz, zrobił dwa zastrzyki, obmacał, stwierdził że nic psu nie jest i pojechał. Pimpek jeden dzień nie chciał jeść, potem spokojnie już jadł i latał po sadzie.
W niedzielę wróciliśmy do stolicy. W PKS-ie, Pimpuś pracowicie rozdrapał sobie strupy i ponieważ jego pysk wyglądał tak:
Psiak był mało chętny do pozowania...
nie wstępując nawet do domu poszliśmy do weterynarza. Pani doktor odkaziła ranki, zrobiła zastrzyk i kazała przyjść w środę na kontrolę. Czyli dziś.
Dziś Pimpek dostał dwa zastrzyki oraz zalecenie robienia ich jeszcze przez dwa najbliższe dni. Jeśli mu się nie poprawi, to jutro badanie krwi. Dlaczego?

Pimpuś właściwie się nie bawi. Zabawki ma za nic, przez te kilka dni poprzeciągał się ze mną raz, zaaportował tylko na jednym spacerze, a i to przez chwilę. Chodzi powoli, ostrożnie, nie biega (co jest szczególnie dziwne i niepokojące). Nie skacze. Szybko się męczy (nie ma to związku z temperaturą albo z pragnieniem - zawsze mamy wodę). W domu cały czas leży wyciągnięty na legowisku. W czasie spaceru potrafi przysiąść, albo nawet się położyć. Raczej nie podbiega do innych psów, jest nawet w stosunku do nich drażliwy i potrafi się odwarknąć gdy jakiś młokos próbuje zachęcić go do zabawy. Je, ale nawet smakołyki bez zbytniej radości. Dziś rano zwymiotował, a przez cały czas ma zaparcie.

Nie wiem co z tego wyniknie. Martwię się o niego. Nie chodzimy na długie spacery nawet rano, zresztą wtedy Pimpek czuje się wyraźnie najgorzej.

Ogon tylko z rzadka wędruje mu w górę, co widać na załączonym obrazku.



Za to Riko wprost kwitnie. Niezależnie od pory dnia jest pełen zapału do pracy i wymusza na Beacie jakieś ćwiczenia ;)