poniedziałek, 2 listopada 2015

Dzisiejsza wyprawa i weekend na wsi

Na świąteczny weekend wyjechaliśmy na wieś. Miałam wypróbować nowy rower, niestety, nie było kiedy. Za to poświęciłam czas wolny na ćwiczenie rzutów frisbee. Backhand na reszcie wychodzi tak jak powinien, ale sidearm to ciągle czarna magia, ciemne siły. Pies nie był zainteresowny nawet rollerami - na wsi, jak wyjdziemy na dwór ma mnie, lekko mówiąc, gdzieś. Ażurką jeszcze się pobawi, ale dysk? A sama se lataj!
Za to kiedy wracaliśmy, był bardzo grzeczny. Tylko jeden kierowca w autobusie przyczepił się do pimpkowego kantarka.
Taki już siwiutki

Muszę jeszcze nadmienić, że dziś, gdy drogą przejechał rower i psy sąsiada razem z psem-wcale-nie-naszym (Mroczkiem) zerwały się szczekać, Pimpuś został na podwórku.

Właśnie zdałam sobie sprawę, że nie mam żadnego ładnego zdjęcia
Mroczka - muszę to nadrobić jak pojadę na wieś następnym razem.

Po powrocie odpoczęłam trochę i wyszłam z Beatą na spacer. Nie był bardzo długi - 5,3km w ok 1,5h. Po drodze wstąpiłyśmy do sklepu gdzie kupiłam taką oto saszetkę:




Czaiłam się na nią od dłuższego czasu. Mam saszetki na spacery, z miejscem na zabawki, telefon, ale gdy ćwiczymy w domu nie chce mi się ich wkładać. Ta jest dobra, mała (w tym przypadku to zaleta), sztywna, z klipsem do zahaczenia o pasek. No i bardzo dla mnie ważne - czerwona!
Poza tym, ćwiczyłyśmy to nieszczęsne stanie (zamiast warowania) na moich plecach.

Beata w roli podestu

Wyciszamy się
Bonus: Zastanawialiście się kiedyś gdzie lądują niesprzedane choinki? A sprawdziliście piwnicę?



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza