piątek, 5 lutego 2016

Borderoza

"Borderoza" to choroba atakująca wyłącznie psy. Objawy? Pies jest tak samo głupi i zachowuje się zupełnie jak border collie (oczywiście nie chciałabym obrażać borderów i ich właścicieli). Nad tą chorobą nie da się zapanować, jak już dopadnie, to koniec.
Pimpek nie cierpi na tą chorobę, inaczej niż Riko, który zmaga się z nią już od roku. Oczywiście nie powinnam narzekać na stan umysłu Riko bo połowicznie ta choroba wyszła nam na dobre, zobaczyłam że Riko przyjemność sprawia zabawa dekielkami. Przez prawie całe wakacje dzięki "borderiozie" przećwiczyłam z Riko chyba wszystkie elementy freestall'u jakie mnie zainteresowały, a we wrześniu z okazji moich urodzin pojechałyśmy wraz z Leną na DCDC (które teraz nazywają się Latające Psy).
Jedną z normalnych rzeczy w życiu jest to że jak są plusy to są też i minusy. Jednym z minusów "borderozy" u Riko jest to, że psiak nie potrafi się wyciszyć, chce ciągle pracować czyli po prostu nie zna umiaru w tym co robi. Kiedy w wakacje ćwiczyłam z nim frisbee myślałam że będzie po chwili będzie padnięty, a tu nie! Miał sporo więcej energii niż psy mojej babci- Diana i nawet Miśka, która zawsze ma najwięcej energii ze wszystkich.
Z "borderozą" zmagam się drugi rok i póki co końca nie widać. Jeszcze bardzo dużo pracy z Riko, przynajmniej na spacerze, kiedy nic z nim nie robię a on cały podjarany jakbyśmy mieli zaraz iść biegać. Dodatkowo jest śnieg, a przez to że Riko został przywieziony do naszego domu w styczniu to jako mały szczeniak miał podjarke śniegiem. Myślałam, że to z wiekiem przejdzie. O jakże się myliłam! Jest jeszcze gorzej, nie mogę normalnie iść, bo jak szuram nogami po ziemi to on już w gotowości.
Oczywiście "borderoza" nie pojawia się u każdego psa! I to trzeba zapamiętać, nie jest ona obowiązkowa nawet dla borderków. Aby was uspokoić - na "borderozę" jest (podobno) sprawdzony i działający sposób, po którym nawet najgorsze przypadki się ogarniają, a jest tym świetnym sposobem: robienie nic.
Nie wiem w czym ma to pomóc, jeśli pies w każdym momęcie potrafi zacząć ujadać i nie da się uspokoić. Podobno jak nie odzywa się do psa, nie patrzy na niego kiedy ma tą najgorszą podjarkę to będzie dobrze. Tyle, że Riko, kiedy się na niego nie patrzę, zaczyna okropnie szczekać i nie da się go uspokoić. Ja ten tryb nazywam "Włączeniem go w stan pracy" czyli zaczęcie karmić go smaczkami (przy poćwiczeniu czegoś) równe jest z tym że jak się znudzi nic nie robieniem będzie ujadał, żeby zwrócić uwagę przewodnika. Ostatnio zaczęłam krzyczeć na niego, że nie wolno szczekać (tak wiem że to nie jest metoda pozytywna!) jednak działa to od czasu do czasu. Jeszcze propozycją jest zmęczenie go przed pracą/spacerem/treningiem Naszym sposobem było tropienie, jednak wolę robić to kiedy jest ciepło, a po za tym to, to też nie za bardzo działa na Riko. Muszę przyznać że jeszcze bardziej go motywuje do pracy z człowiekiem.
Nie wiem, może ja to robię źle? A może mój pies umysł zgubił gdzieś w krzakach i nie ma już czym pracować nad opanowaniem?? A może wy macie taki problem ze swoim psem? A może wy macie jakieś pomysły na podjarkę u specyficznego inaczej psa bez mózgu???

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza