sobota, 10 października 2015

Był plan

UWAGA! Rozpisałam się.

Plan był. Miałyśmy jechać na torek agility, poćwiczyć trochę. Niestety, jak wyszłyśmy z domu okazało się, że dziś się tam nie dostaniemy, bo właścicielka terenu wybyła. Okej, krótka narada - co robimy? Przecież nie wracamy do domu, co to to nie. 
- A może wybrać się do tego parku co tu podobno jest w pobliżu? 
- Świetny pomysł. Wiesz jak tam dojechać?
- Pojęcia nie mam.
- To może sprawdzimy w internecie?
- Nie, coś ty. Idziemy na żywioł, będzie przygoda!
Jak łatwo się domyśleć, do parku nie dotarłyśmy. Ale nie dlatego, że zgubiłyśmy się. Po prostu, kiedy wysiadłyśmy z autobusu ("Nazwa brzmi podobnie, może to tu?") zobaczyłam wielki napis "MAXI ZOO". Nigdy tam wcześniej nie byłam i musiałam zaciągnąć Beatę do tego przybytku. Ona i Riko jeżdżą tam stosunkowo często, ale ja? Przygoda!
Przed wejściem zatrzymałam się i zaczęłam rozglądać się za czymś do przywiązania psa. Beata spojrzała na mnie jak na osobę niezbyt inteligentną i wymownym ruchem głowy wskazała na otwarte zachęcająco drzwi sklepu. Podążyłam za jej spojrzeniem. W środku kręciło się kilka zwierząt. No, to wchodzimy śmiało!
W środku okazało się, że miałyśmy wielkie szczęście, albo wielkiego pecha - zależy jak na to patrzeć. Trafiłyśmy bowiem na urodziny sklepu. Nasze psiaki mimo tak wielkich rozproszeń zachowywały się pięknie, wykonywały nawet komendy. Jako atrakcja, były porady behawiorysty. Jakie było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam, że behawiorystką tą jest pani Katarzyna Bargiełowska. Parę lat temu byliśmy u niej dwa razy i bardzo nam pomogła. Możecie kojarzyć ją z nadawanego niedawno w TVP programu "Przygarnij mnie". Porozmawiałyśmy z nią chwilę i udzieliła nam kilku cennych rad.
Jeśli chodzi o moje wrażenia ze sklepu... Jest upiornie drogo. Serio. W pierwszej chwili poczułam się jak w raju, ale spojrzałam na ceny... Można tam pojechać, żeby pomacać na żywo zabawkę czy coś co nas interesuje, ale kupić dużo taniej w internecie (np. tu). Ewentualnie można zaopatrzyć się tam w smaki. Także jedynym zakupem jakiego dziś dokonałam była gazeta "Mój pies i kot" z pobliskiej Biedronki.
Wieczorem poszłam z Pimpkiem pobiegać. Byliśmy sami, bo Beata wybyła nie wiem gdzie. Muszę przyznać, że mimo że nie wyszliśmy nawet poza pierwszy etap treningu (dalej jesteśmy w stosunku 1:5x5 - minuta biegu, pięć marszu, powtórzyć pięć razy) to widzę już poprawę kondycji u psa i u siebie. Na dzisiejszym treningu skupiałam się na tym, żeby Pimpek biegł/szedł przede mną (robił tak prawie cały czas) oraz na komendach TRENING, PRAWO, LEWO, NAPRZÓD. Są jeszcze komendy HAJDA i WHOO ale nie były one dzisiejszym targetem.
Kto doczytał do końca, temu chwała.

Tak, wiem - panowie przecięci mostem a zdjęcie sprzed tygodnia

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza