sobota, 26 września 2015

Kot, border i dzik

Nie udał nam się trening biegania, bo tym razem przeziębiona jest Beata. Takie mamy szczęście. Za to poszłyśmy na spacer w stronę Wisły. Endomondo pokazało nam, że przeszłyśmy ok 2,5 km w oszałamiającym tempie 2,4km/h.
Przyplątał się do nas jakiś podejrzany mężczyzna. Przez pewien czas chodził za nami, w niewielkiej odległości. Kilkakrotnie wziął przykład z naszych psów i... cóż... jakby to... oznaczył teren. Kiedy przeszłyśmy w stronę innych, znajdujących się na polanie ludzi, poszedł sobie.
Riko ćwiczył odbijanie się od drzewa. W tym czasie Pimpek eksplorował zarośla. Po chwili przybiegł do mnie. Postanowiłyśmy pójść z psiakami w tamtą stronę. Usłyszałyśmy szelest. Potrzymałam psy, a Beata zbliżyła się do drzew. Zaraz wróciła, z komunikatem, że dziki wróciły.Z duszą na ramieniu, udałyśmy się do domu.
Nie. Oni na prawdę nie chcieli pozować

Tak, dziki są u nas częstymi towarzyszami spacerów. Czasem podchodzą nawet pod płot osiedla.


Za to na popołudniowy spacer Beata wzięła Lunę. 


Spotkałyśmy znajomą border collie, trzyletnią Juno. Pobawiłyśmy się z nią. W tym czasie, kocica grzecznie siedziała w transporterku.
Jesteśmy zachwycone Juno. Obie marzymy o własnym borderze. Miałyśmy możliwość porzucać jej frisbee i och! Jak ona wspaniale łapie, jak je hipnotyzuje!




Beata ma kij, ale tam przejeżdża tramwaj...

Pimpek hipnotyzowany





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza